sobota, 10 lutego 2018

ZAWIESZAM BLOGA

To musiało się stać. Od ponad roku walczę z niechęcią do pisania, nawet ubiegłoroczny
miesięczny urlop niewiele pomógł w tej kwestii. Czas się poddać i płynąć z prądem. Tak jak wcześniej nie wyobrażałam sobie codzienności bez blogowania, tak teraz sytuacja się odwróciła. Dlatego

ZAWIESZAM PISANIE BLOGA NA CZAS NIE OKREŚLONY.

Teraz będę miała więcej czasu na inne, ważne dla nie sprawy, może coś dobrego z tego wyniknie. Nie wykluczam tego, że jeszcze mogę tu wrócić, ale czy wtedy Was jeszcze zastanę w blogosferze, przecież każdego roku jedni przychodzą, inni odchodzą...(?)

Serdecznie dziękuje wszystkim za odwiedziny i możliwość dyskusji na ważne dla mnie tematy :-)


środa, 31 stycznia 2018

Jak żyć i przetrwać w plastikowym świecie

Dzisiejszy temat tylko z pozoru wydaje się przyziemny, a tak naprawdę bardzo wiąże się zmagicznym światem, przecież wszystkie osoby dostrzegające magię w swoim życiu kochają naturę i dążą do jak największego z nią zespolenia. W plastikowym świecie, który dzisiaj otacza prawie każdego, kontakt z naturą może być bardzo utrudniony, lecz ciągle jest możliwy, czasami trzeba się po prostu bardziej natrudzić.

Na początku roztoczę przed Wami wizję plastikowego świata, w którym przyszło nam żyć. Będzie to wizja ekstremalna i chociaż wielu może się z nią nie identyfikować, to nietrudno sobie wyobrazić, że są i tacy, którzy żyją dokładnie w takim właśnie świecie, nie widząc w tym niczego dziwnego.

Trwa zima, a zimą częściej dokucza nam smog, prawdziwa klątwa cywilizacji. W odpowiednich warunkach pogodowych powietrze staje się ciężkie od spalin, brzydko pachnie, drapie w gardle i truje. Media trąbią, że nie powinniśmy bez potrzeby wychodzić z domu, w tym czasie lepiej zrezygnować z biegania i spacerów. Okien również nie powinniśmy otwierać.

Tymczasem w domu, który wydaje się bezpiecznym azylem, też nie jest lepiej. Materiały budowlane z których wykonano nasze mieszkania (też farby, kleje, lakiery, meble czy tkaniny) mogą być złej jakości, a więc będą wydzielały do otoczenia wiele substancji chemicznych, których wpływ na nasze zdrowie nie pozostaje obojętny. Toluen, ksylen, formaldehyd, benzen, styren i inne - szczególnie niebezpieczne stężenie tych substancji można spotkać w świeżo wykończonych wnętrzach, mogą one powodować u człowieka takie dolegliwości jak: migrena, zapalenie górnych dróg oddechowych, astma, alergia, nienaturalne zmęczenie, przesuszenie błon śluzowych czy objawy skórne. I jak tu nie wietrzyć???

Idźmy dalej. Nasze domy naładowane są urządzeniami elektromagnetycznymi takimi jak telewizory, wieże stereo, komputery, kuchenki mikrofalowe. W ścianach umieszczone są przewody z prądem. W domu czy na zewnątrz, zawsze jest z nami nasz najlepszy przyjaciel - telefon komórkowy. Jesteśmy bez przerwy narażeni na działanie elektrosmogu, co po jakimś czasie zaczyna zaburzać naturalne procesy zachodzące w komórkach naszego ciała. 


To nie koniec, ale żeby skrócić wywody, resztę czynników już tylko wypunktuję:

  • używanie do sprzątania chemii gospodarczej, popularne preparaty chemiczne wydzielają szkodliwe dla zdrowia substancje (amoniak, chlor, rozpuszczalniki syntetyczne, formaldehydy, fosforany i inne), najgorzej jest, kiedy sprzątając używamy kilku różnych preparatów i opary z nich łączą się; 
  • wiele przedmiotów codziennego użytku wykonanych z plastiku, gumy czy z użyciem barwników również zawiera szkodliwe dla zdrowia substancje chemiczne, a zwykle nie zastanawiamy się nad ich szkodliwością, która może być znikoma, jednak nie zerowa;
  • używanie chemicznych odświeżaczy powietrza, które mogą powodować alergię, astmę i inne problemy zdrowotne;
  • za dużo hałasu, za dużo sztucznego światła - to też nie pozostaje bez wpływu na nasz organizm.

  • jakie szkodliwe dla zdrowia składniki możemy spotkać w kosmetykach, lekach czy  żywności nie będę nawet próbowała opisywać, gdyż na ten temat napisano wiele książek i artykułów, a moim celem jest co innego...
Moim celem jest pokazanie tego bezmiaru plastiku, który nas na co dzień otacza. Pokazanie nie po to, by straszyć, a po to, by uświadomić sobie i innym, jak żyjemy. Wierzę, że takie uświadomienie sobie, zobaczenie nagiej prawdy, może wzbudzić w nas głębszą chęć, by robić jeszcze więcej dla poprawy jakości swojego życia, zamiast rozkładania bezradnie rąk: "i co ja mogę, zresztą od tego się nie umiera, nie znam nikogo, kto umarł". Może nagle nie umarł, od papierosów też nagle się nie umiera, ale w obu przypadkach nasze życie może ulec skróceniu, mogą przypałętać się różne choróbska uprzykrzające życie.

Często po prostu żyjemy, nie myśląc o tym, co nas otacza, przyjmując ten cały plastik za coś oczywistego. Znam kobietę, która myje toaletę domestosem, nie używając rękawic ochronnych i cieszy się, jaką to ma odporną skórę - myje tak i myje, a skóra nawet się nie zaczerwieni. Spytałam ją, czy myślała kiedyś, że ten domestos, który wącha, również przenika do jej organizmu przez skórę. Oczywiście kompletnie o tym nie myślała i  wiem, że szybko o naszej rozmowie zapomniała.

Kiedy będziemy świadomi zagrożenia, możemy działać, by je zmniejszyć. Na każdy z wymienionych wyżej czynników znajdziemy jakieś antidotum: 
  • robiąc zakupy żywności czy kosmetyków, będziemy zwracać uwagę na składy;
  • zwrócimy się bardziej w stronę medycyny naturalnej;
  • będziemy kładli się spać przed północą, a telefon odłożymy z daleka od głowy, może nawet w innym pomieszczeniu;
  • może zakupimy jakieś odpromienniki, posadzimy kwiaty, które mają dobry wpływ na otoczenie;
  • będziemy kupować łagodne preparaty do sprzątania albo nauczymy się wykonywać takie samodzielnie, z ogólnie dostępnych składników takich jak ocet, soda oczyszczona, olejki eteryczne, szare mydło;
  • kupimy świece z wosku pszczelego albo wosku sojowego;
  • zaczniemy odświeżać mieszkanie używając do tego celu np. naturalnych olejków eterycznych;
  • będziemy uważniej wybierać przedmioty do swego otoczenia.
Nie każdy z nas może ot tak sobie uciec od świata w którym żyje, by zaszyć się gdzieś na cichej wsi, z dala od wielkiej cywilizacji. Znakomita większość będzie żyła, tam gdzie żyje (w tym ja*), nie ma innego wyjścia, ale zawsze pozostaną nam codzienne małe wybory, które przybliżą nas do natury.

*Co prawda planuję przeprowadzkę na wieś, ale nie będzie to miejsce odcięte od cywilizacji i dalej będę dokonywała większości wyborów, których dokonuję dzisiaj.

piątek, 26 stycznia 2018

Zamiast noworocznych postanowień

Dzisiaj mniej magicznie, a bardziej życiowo. Tak się złożyło, że w styczniu byłam kobietą twardo stąpająca po ziemi i pomyślałam sobie, że podzielę się swoimi przemyśleniami z tego stąpania. A więc... 

Postanowienia noworoczne chyba wychodzą powoli z mody, coraz więcej osób twierdzi, że nie działają. Sama jak dotąd do tematu postanowień ciągle podchodzę z sympatią, uważam, że energia Nowego Roku sprawia, że łatwiej jest wystartować, chociaż bywa i tak, że za miesiąc czy dwa miesiące cała energia gdzieś wyparuje i pozostaje uczucie frustracji, że oto "znów nawaliłam".

Myślę, że to, jak kończą noworoczne postanowienia nie zawsze jest przejawem naszego lenistwa, często nie robimy nic więcej, bo zwyczajnie więcej się nie da. Tymczasem, surfując po blogach lifestylowych, nabieramy przesadnie wielkiego apetytu na życie, bo jakże inspirujące życie wiodą te dziewczyny!

Zdrowo się odżywiają, a wszystko, co jedzą, same przygotowują w domu niemal od podstaw. Samodzielnie produkują swoje kosmetyki i mydełka, systematycznie ćwiczą, czytają książki i oglądają masę filmów, przy okazji zajmując się dwójka dzieci i mają prace na etacie. A co z nami? My też musimy zrobić coś ze swoim życiem, chwytać chwile, zostać panią swojego czasu. KONIECZNIE.(Blogi wymieniam przykładowo, dzisiaj inspiracje bombardują nas ze wszystkich stron).

I robimy te postanowienia, bo to ma nas przybliżyć do ideału - więcej, lepiej, nowocześniej, szybciej, nie zastanawiając się, czy to nam w ogóle potrzebne. Tylko w jaki sposób możemy swoje postanowienia doprowadzić do końca, jeśli już wcześniej robiliśmy bokami? Póki co, maszynami nie jesteśmy, nie możemy bez końca podnosić poziomu swojej energii, to na pewno skończy się źle. Bez wystarczającej ilości snu również długo nie pociągniemy.


Zamiast nowych postanowień lepiej postawmy na priorytety. Czas warto poświęcać na sprawy, które są dla nas naprawdę ważne. Jeśli rozproszymy swoja energię na piętnaście spraw, to zakładam, że trudno będzie osiągnąć prawdziwy sukces w którejkolwiek z nich, bo rozmieniając się na drobne nie staniemy się mistrzami w żadnym temacie. Przyjrzyjmy się temu, co nas zajmuje, być może część tych działań to zwykłe marnowanie czasu, oddalające nas od prawdziwych celów.

Wprowadzajmy stopniowo nowe, dobre nawyki, rezygnując z tych już niepotrzebnych. Coś za coś. Jeśli będę chciała zacząć bieganie, to siłą rzeczy rezygnuję z ulubionego serialu. Tak samo możemy wprowadzić po kolei zdrowe produkty do swojej diety, rezygnując ze sklepowych gotowców.

Robienie i bycie w tym samym czasie z pewnością przyniesie ulgę w poczuciu zagonienia. Poobserwujmy siebie. Czy nie jest z nami tak, że robiąc jedno, myślami już jesteśmy przy drugim i trzecim? Zamiast skupić się na tym co dzieje się tu i teraz, my już zamartwiamy się na zapas, ile to jeszcze spraw tego dnia musimy załatwić. Zaczynamy się niecierpliwić i spieszyć, co chwile zerkając na zegarek, a czas wtedy dopiero zaczyna galopować. A często g...o musimy. Świat się nie skończy, żadna tragedia się nie stanie, jeśli pewne sprawy sobie odpuścimy, bo sprawy te tylko w naszym umyśle urastają do wysokiej rangi.

Zaprowadźmy porządki gdzie tylko się da. I nie mam tu na myśli tylko ładnego poukładania rzeczy. Na każdej półce, w każdym kącie każdego pomieszczenia w domu, przez rok mogło uzbierać się masę niepotrzebnych przedmiotów, których należy się pozbyć. Wyrzućmy je bez żalu, robiąc miejsce na nowe. To samo dotyczy naszych komputerów, poczty - tam też znajdziemy mnóstwo śmieci. Przejrzystość, która powstaje po takich porządkach jest dobra, wręcz czujemy powiew świeżości i przypływ energii.

Oczywiście, jeśli kogoś stać na dokładanie sobie nowych postanowień, nic nie robiąc z tym, co już ma, to chwała - też bym tak chciała. Ja jednak musiałam dokładnie przyjrzeć się wszystkiemu, czego nazbierałam, bo czułam, że garb mi się od tego robi. Sterty czasopism, notatek, wycinków, setki linków, zdjęć, planów, szmatek i błyskotek. To wszystko zaczynało przytłaczać. Taki przegląd warto zrobić sobie w ostatnich dniach starego roku, ja jednak w grudniu nie znajduje zbyt wiele czasu tylko dla siebie, tak więc bez krępacji zabrałam się za to w styczniu. I teraz jestem - powiedzmy - poukładana 👻👻👻

Jako, że to moje przemyślenia, zachęcam do dzielenia się swoimi doświadczeniami w tym jakże życiowym temacie, uczmy się od siebie nawzajem :-)

niedziela, 14 stycznia 2018

Najlżejszy żywioł - powietrze

Powietrze to żywioł najlżejszy, ekspansywny, nadający kierunek. To element intelektu, wzmaga w nas zdolność koncentracji, obdarza niezależnością, poczuciem wolności, daje nam łatwość nawiązywania kontaktów, genialne wizje i rozwiązania, umiejętność tworzenia w myślach obrazów.

Brak powietrza to bezradność, poczucie osamotnienia, brak celów w życiu. Nadmiar - nieodpowiedzialność, bujanie w obłokach. Kolor - biały, błękitny. Symbol - dym z kadzidła.

Nawiązywanie kontaktu z żywiołem powietrza

  1. Praca na wolnym powietrzu, zwłaszcza, kiedy wieje wiatr.
  2. Spacer w czasie wietrznej pogody. Kiedy czuję, że coś mnie mentalnie przytłacza, wtedy wychodzę na niespieszny spacer. Czuję na skórze powiew wiatru, wiatr rozwiewa moje włosy i kołysze drzewami, a ja szepcę sobie pod nosem pozytywne myśli, życzenia, by wszystko dobrze się ułożyło. I zawsze się dobrze układa, a ja odzyskuje spokój, ponieważ dla mnie powietrze jest impetem, który zabiera moje intencje i szybko przynosi ich urzeczywistnienie. Nasze "zaklęcie" zadziała jeśli uwierzymy w tym momencie w siebie i w to, że mamy moc kształtowania swojego życia.
  3. Obserwacja ptaków, chmur.
  4. Wszelkiego rodzaju wizualizacje i afirmatywne myślenie, mówienie. Kiedy myślimy i mówimy pozytywnie, to jakbyśmy korzystali z mocy powietrza. Wyobrażajmy sobie upragnione sytuacje, swoje wizje łączmy z wypowiadaniem odpowiednich słów (zaklęć, afirmacji).
  5. Latanie na lotni, skakanie ze spadochronu.
  6. Palenie kadzideł. Dym z kadzidła czy z tlących się ziół ma działanie oczyszczające, wystarczy, że przejdziemy się z zapalonym kadzidełkiem po domu, wypowiadając odpowiednie intencje, wręcz czując je .
  7. Stosowanie aromaterapii. Bardzo polecam różne naturalne  olejki eteryczne! Ale są także inne piękne naturalne zapachy, np. zapach kwiatów, np. zapach kwitnącego jaśminu w ciepłe, późnowiosenne wieczory... 

Jedne z ostatnich akapitów poświęcę myśli, jako pierwszemu krokowi w procesie kreacji. Od myśli wszystko się zaczyna i warto mieć tego świadomość w każdej chwili życia. Myśl potrafi uzdrowić ale i zaszkodzić, dzięki niej realizują się nasze marzenia - to pierwszy krok, dalej trzeba jakoś tę energię podtrzymywać. Jedno jest pewne - jeśli intensywnie o czymś myślimy przez jakiś czas, to na pewno to  zacznie się dziać :-), z pewnością każdy tego doświadczył, ale nie  każdy zastanawiał się, jaką rolę w całym procesie odegrała właśnie myśl.

Myśl jest energią o dużej mocy twórczej, dlatego, cokolwiek robimy, poświęcajmy temu uwagę. I tak np. uważna, pełna wiary i przekonania myśl o tym, że właśnie oczyszczamy swoje mieszkanie z negatywnej energii sprawi, że faktycznie oczyszczenie nastąpi (jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało dla niektórych).

I tak cykl o żywiołach dobiegł końca. Lubiłam o tym pisać, bo pisząc wręcz czułam ich dotyk na sobie. Leżałam na zielonej trawie czując ciepło ziemi wygrzanej słońcem, brodziłam po jeziorze, siedziałam w ciepły, letni wieczór przy ognisku, wreszcie szłam przez brzozowy zagajnik, a wiatr rozwiewał wiotkie gałęzie brzózek niczym włosy dziewczyny. Haha, dwa razy przewinęło się słowo ciepło, bez dwóch zdań, już się za ciepłą aurą stęskniłam...

piątek, 5 stycznia 2018

Kontakt z żywiołem ognia

Ogień jest moim ulubionym żywiołem, najchętniej łapię z nim kontakt, wpływa na mnie uspokajająco, czuję jak mnie równoważy, chroni i daje impuls do działania. Ogień jest związany z władzą, wolą i inicjatywą, kojarzy się ze słońcem, płomieniem świecy, ogniskiem, ale i tym, co płonie w naszych ciałach - żywotność, namiętność i miłość.

W skrócie można określić, że ogień daje radość życia i energię do działania. Te osoby, którym brakuje pierwiastka ognia, pozostają pasywne, zimne, powolne i apatyczne, zieje od nich wewnętrzną pustką, mają poczucie niższości. Można też mieć w sobie nadmiar ognia, objawiać się to będzie agresją, despotyzmem i nieposkromionymi żądzami. Żywioły będące w nas w nadmiarze zachowują się podobnie jak rozszalałe żywioły w naturze, nie ma z nimi żartów, kiedy wymkną się spod kontroli ich moc staje się niszczycielska. Dlatego równowaga to w każdym przypadku najlepszy stan i zawsze staram się dążyć do jego osiągnięcia, bo wszystkiego może być za dużo lub za mało, nawet śmiechu, a przez brak równowagi powstają nasze problemy (ktoś za dużo pije alkoholu, ktoś znów za dużo je mięsa, inny za mało się rusza, za szybko jeździ itd.).

Jak nawiązać kontakt z ogniem? To proste, wystarczy rozpalić w kominku albo ognisko, a potem usiąść i w spokoju wpatrywać się w płomienie. Popularnym symbolem ognia jest świeca, którą chętnie zapalamy by wytworzyć odpowiedni nastrój. Świeca też oczyszcza atmosferę z tego co szkodliwe, a pozostaje niewidoczne dla naszych oczu, zauważmy, że świece przeważnie są chętnie palone przez wszystkich, niezależnie od wyznania i tak było od wieków, choćby dlatego można założyć, że jakaś mądrość w tym tkwi.


Wpatrywanie się w płomień to najprostsza forma kontaktu z ogniem, ale istnieją też inne sposoby:

  • przebywanie w słonecznym świetle i świadome czerpanie energii słońca;
  • dotykanie nagrzanego elementu np. skały;
  • odczuwanie ciepła ciała drugiego człowieka;
  • kolor ognia to czerwony i pomarańczowoczerwony, umieszczeniu w swoim otoczeniu przedmiotów w tym kolorze ostatecznie również może być formą kontaktu  (lakier do paznokci czy coś z ubrania też się sprawdzi). 
Są to podstawy, które każdy może bez problemu przełożyć na swoje życie, ważne jest, by w każdej praktyce została zachowana nasza świadoma uwaga, tzw. intencja, która poruszy energię drzemiąca w żywiole. Ważne jest też zapanowanie nad negatywnymi emocjami podczas kontaktu.
Ciągle jeszcze mamy świeczuszkowy okres, a kiedy nadejdzie wiosna, to może spróbujemy z ogniskiem?... ;-) Tak dawno już nie siedziałam przy ognisku ale i trudno jest znaleźć okazje do takiej praktyki, chyba, że jest się szczęśliwym posiadaczem odpowiedniej działki.

Może ten ogniowy post rozpali na nowo moją pasje pisania, która ostatnio mocno przygasła. Ciągle pojawia się jakaś okazja do niepisania, z której skwapliwie korzystam, a kiedyś tak sobie nie odpuszczałam. Zobaczymy. Na razie wracam.